piątek, 15 listopada 2019

Na celowniku


-Ręce do góry albo was zabiję! – usłyszeliśmy nagle kiedy weszliśmy do antykwariatu. W tym momencie zobaczyliśmy postawnego mężczyznę, którego twarz skryta była za kominiarką, a w prawej dłoni trzymał pistolet.

Chwilę później, mężczyzna zamknął drzwi z głośnym trzaśnięciem, co spowodowało, że zostaliśmy odcięci od jedynej możliwości ucieczki.

-Nie powinniście mieszać się w tę sprawę! Jesteście tylko grupką nic nieznaczących osób, a chcieliście być jak bohaterowie jakiegoś filmu. Jesteście zabawni jeśli myśleliście, że uda wam się odkryć sekrety skrywane od wieków. Ale, jak to mówią, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzięki wam mam teraz ostatnie brakujące rzeczy, które pozwolą mi zachować sekrety przez nie skrywane już na zawsze i nikt nie dowie się o wszystkich tych złych rzeczach, które popełniła rodzina królewska przez wszystkie swoje pokolenia od samego początku panowania.

W tym momencie, do mężczyzny dołączyli trzej inni, którzy weszli tylnymi drzwiami. Oni również mieli na twarzach kominiarki, a w dłoniach pistolety, które zaraz po wejściu w nas wymierzyli. Mężczyzna, który wcześniej do nas mówił, wyjął sznur, który był tak długi, że wystarczył aby związać ręce całej naszej czwórce. Spojrzałam na moich kolegów. Na ich twarzach malowała się jedynie desperacja.

-Na kolana! – krzyknął mężczyzna w kominiarce – Chcę wam tylko powiedzieć, żebyście nie próbowali żadnych sztuczek i nie robili nic głupiego. Nie lubię tego. A jeśli ktoś robi coś, czego nie lubię to się złoszczę... A jak się złoszczę, to przestaję być takim miłym gościem…

Mówiąc ostatnie zdanie spojrzał mi prosto w oczy. To, co w nich zobaczyłam to była czysta złość i szaleństwo.

Zrozumiałam, że nie wyjdziemy z tego żywi.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz